5 rzeczy, których nauczyło mnie małe miasto

Categories Lifestyle, Moda, Polecane

W lipcowym Elle natknęłam się na wywiad z Panem Janem A.P Kaczmarkiem. Świetne wywiady to jeden z kilku powodów, dla którego wciąż sięgam po Elle – mimo, że praktycznie całkowicie zrezygnowałam jakiś czas temu z kobiecej prasy, bo całkiem prawdopodobne jest, że nie potrzebuję tony zdjęć influencerów z Instagrama w wersji papierowej. Wspomniany wywiad co prawda dotyczył zupełnie czegoś innego niż temat mojego posta, nie mniej, nie będę ukrywać, że był on inspiracją do jego napisania. Natknęłam się tam między innymi taką tezę: Małe miasto daje wielki apetyt na życie. Sprawia, że tworzymy sobie w głowie spektakularne światy. I bez przeprowadzania głębokich analiz, pomyślałam sobie – święta racja. Wszystkie moje plany, które od kilku już lat staram się konsekwentnie realizować, powstały jako rezultat długich wieczorów pełnych snucia nierealnych wizji w 18-tysięcznym Braniewie na Warmii. I wiecie co? To był naprawdę dobrze spędzony czas. Czego więc nauczyło mnie życie w małym mieście?

1.Geografia Polski to prosta sprawa!

Jeśli jesteście z Warszawy czy Wrocławia lub chociaż z Zamościa czy Mikołajek – ten problem będzie Wam kompletnie nieznany. Każdy wie, gdzie leżą te miejscowości, a co więcej – co można w nich robić czy zobaczyć. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo ułatwia to prowadzenie wszelakich small-talków!

Prawda jest taka, że pytanie pod tytułem skąd jesteś pojawia się całkowicie naturalnie przy podczas rozmowy z niemalże każdą nową poznaną osobą – podczas rozmów kwalifikacyjnych, pierwszych dni w pracy, na studiach, na imprezach, w podróży. Nie ma w tym nic złego, jeśli miasteczko leży nieopodal jakiegoś dużego ośrodka. Ja natomiast pochodzę z Braniewa, a ono leży blisko… niczego. Najbliższym, naprawdę dużym miastem, które jest stosunkowo blisko, jest … Kalinigrad. Ten geograficzny fakt często wprowadzał moich rozmówców w lekką konsternację i napędzał dalszą rozmowę w niezabezpieczonym kierunku, toteż zaprzestałam takiej praktyki, mówiąc – na Warmii, niedaleko Elbląga. Problem w tym, że nie wszyscy wiedzą, jest leży niemalże 140-tysięczny Elbląg, co swoją drogą lekko nie mieści mi się w głowie. Obecnie, a jestem na etapie poznawania naprawdę sporej ilości osób, próbuję więc inaczej. Tłumaczę, że jestem  z Braniewa, a ono leży na północnym wschodzie, trochę ponad 200 km na północ od Torunia. Chyba działa, nie mniej i tak w większości sytuacji nie do końca rozumiem po co ludziom tajemna wiedza na temat mojego pochodzenia.

2. Podróże nad morze cierpliwości

Małe miasto to zazwyczaj komunikacyjna masakra- chyba, że mieszkasz w Aleksandrowie Kujawskim, Malborku, albo innej miejscowości leżącej przy dużym, kolejowym szlaku. Ja natomiast, aby pokonać 230 kilometrów do miasta, w którym studiuję, potrzebuję, dzięki uprzejmości PKP prawie 5 godzin jazdy i co najmniej jednej przesiadki.

czerwona sukienka lato

Wiem, że to szukanie plusów na siłę w sytuacji, w której plusów praktycznie nie ma, ale jest jedna rzecz, której nauczyły mnie długie godziny w PKP– ogromna cierpliwość do podróży.

Aktualnie mało co jest w stanie mnie przerazić. Połączenie z 3 przesiadkami? Jasne, co to za problem ?! Będzie fun, a może akurat na torach odnajdą jakiś niewybuch?! ( z tym niewybuchem to akurat #truestory – staliśmy wtedy w Iławie chyba ze 3 godziny)

A może spontanicznie Gdyni do Zakopanego? C’mon, niech no tylko się spakuję!

Poza tym, oddalenie mojego rodzinnego miasta od w zasadzie wszystkich miejsc wartych odwiedzenia (za wyjątkiem Trójmiasta), nauczyło mnie nie tylko logistycznego planowania podróży i  cierpliwości do nich odbywania, ale i sprytnego odnajdywania alternatyw. Od kilku lat, jeśli akurat odpowiada mi data proponowanej wspólnej podróży, korzystam z BlaBla Car’a, co mocno ułatwia moje połączenie z domem rodzinnym. I jest przy okazji ciekawym socjologicznym doświadczeniem – podczas wspólnych przejazdów poznaję  masę nowych ludzi. I wszystkim tłumaczyć muszę, gdzie leży Braniewo.

3. Chcieć znaczy móc

Ludzie z małych miejscowości w znacznej większości przypadków mają w życiu trudniej. Wiecie, to prosta zależność – mniejsze miasto, mniejsze możliwości. Myślę,niestety nadal, mimo, że mniejsze miasta również się rozwijają, porównywanie 20-tysięcznych miasteczek z możliwościami jakie oferują duże, rozwinięte już mocno ośrodki, byłoby niesprawiedliwe.

zegarek ampm apart ania kruk

Problem pojawia się, kiedy zaczynasz czuć, że chcesz więcej. Że wszystkie możliwości, które oferuje małe miasto zostały już wykorzystane, albo – niewiele ku temu brakuje.

Wiem, że dla pewnej części z Was powyższy fragment pewnie wyda się krzywdzący – przecież małe miasto ma również całą masę plusów! Wszędzie jest blisko, wszystkich na około znasz, a więc w urzędach nie ma spraw nie do załatwienia, nie ma zgiełku i wiecznie spóźniających się autobusów MZK ( a wierzcie mi, jestem pierwszą, oficjalną hejterką MZK). I to jest super. Ale nie skończysz w nich studiów, co weekend nie będziesz oglądać festiwali teatrów ulicznych ani koncertów, a wyprawa do galerii handlowej będzie wyprawą najczęściej do innego miasta. Coś za coś.

Ja od zawsze – to znaczy od kiedy moje myślenie wkroczyło na jakiś w miarę rozwinięty poziom – wiedziałam, że nie chcę zostać w Braniewie. Po prostu.

Do dnia dzisiejszego powrotu raczej nie planuję i za miasto optymalnej do życia wielkości uważam miasto, które ma ok. 200 – 300 tys. mieszkańców. Nie za duże, nie za małe, idealne do spokojnej, ale relatywnie perspektywicznej egzystencji. Zwyczajna kwestia wyboru. I dopasowania miejsca życia do oczekiwań.

4. Wszędzie dobrze, tam gdzie nas nie ma

Kiedy szłam do Torunia na studia, mając lat dziewiętnaście, wydawało mi się, że przenoszę się do innego świata – tak, wiem, Toruń jest stosunkowo niewielki i świetnie zdaję sobie sprawę, że przeniosłam się z małego miasta do co najwyżej średniego. Dzisiaj to wiem. Wtedy Toruń wydawał mi się kosmosem i miejscem, gdzie wszystkie moje niezrealizowane dotąd pragnienia ulegną realizacji, a ograniczenia znikną.

buty new look sandałki

Bynajmniej nie zniknęły.

I myślę, że mniej więcej to miał na myśli Jan A.P Kaczmarek, o którego to myśli pisałam we wstępie posta. Małe miasto sprawia, że tworzymy w głowie spektakularne światy. Ja tworzyłam. Niestety, świat z natury rzeczy spektakularny nie jest i nie jest to bynajmniej kwestia miasta. W większym, co podkreślałam wyżej, z natury rzeczy jest łatwiej.

Niestety, prawda jest jednak taka, że  zmiana miejsca zamieszkania nie powoduje automatycznie zmiany naszego myślenia o sobie, o swoich możliwościach, nie zmienia naszych ambicji (bądź ich braku), naszych potrzeb i marzeń.

Głowę, wraz z całą jej pokręconą zawartością, zawsze zabieramy ze sobą.

Dzisiaj wiem, że gdziekolwiek los postanowi mnie rzucić, tylko i wyłącznie kwestią mojej ciężkiej pracy i  nastawienia będzie dalsza realizacja swoich planów. A jako, że lubię ułatwiać sobie życie, pewnie będzie to raczej miasto większe niż mniejsze aniżeli aktualne. Nic nie dzieje się samo.

Przy okazji tego punktu, przypomniało mi się, jak kończąc liceum, wraz z moją Przyjaciółką snułyśmy wizję na temat tego, że jak już przeprowadzimy się do Torunia, będziemy częściej chodzić na obcasach. W swoim rodzinnym mieście, z jakichś niezrozumiałych mi w dniu dzisiejszym powodów wydawało mi się, że kiedy ubieram szpilki, jestem obiektem niepochlebnych spojrzeń i komentarzy. Dobra, zbyt dyplomatycznie to ujęłam. Po prostu wstydziłam się nosić szpilki, choć skrycie o nich marzyłam, bo wydawało mi się, że wzrok wszystkich przechodniów skierowany będzie tylko na mnie.

Kontynuując, zgadnijcie ile razy miałam na sobie szpilki – takie prawdziwe, na szpilce, a nie na wygodnym słupku –  już po realizacji marzenia o mieszkaniu w większym mieście.

Tadaaaam. Ze trzy, nie licząc dress code’u w dawnym miejscu pracy i okazji jak wesela czy chrzciny.

Niechaj przykład obcasów pozostanie główną konkluzją płynącą z tych wspomnień.

5. Iść, ciągle iść

Wiecie czego nigdy nie zrozumiem w ludziach, którzy oryginalnie pochodzą z dużych miejscowości?

open back sukienka z odkrytymi plecami

Ich przekonania, że w większym mieście nigdzie nie da się dojść na piechotę i albo od razu należy rzucić się w wir oszczędzania na auto, albo podpisać dożywotnią umowę z MZK (na mocy której będzie się wiecznie spóźniać, a jako ekstremum – nie przyjeżdżać wcale, kiedy akurat śpieszysz się na egzamin)

Jasne, są odległości, których pokonywanie pieszo byłoby małą pielgrzymką i byłoby to kompletnie bez sensu. Mam tu na myśli raczej sytuacje, w których wygodniccy mieszkańcy wolą iść 10 minut na przystanek, na którym kolejne 10 minut będą czekać na autobus, który przyjedzie albo nie – po to, by jechać nim kolejne 10, podczas gdy miejsce przeznaczenia znajduje się 25 minut spacerkiem od miejsca zamieszkania.

Nie wiem czy dobrze to wyjaśniłam. Wyrastam na mistrzynię zdanie milionkrotnie złożonych.

W każdym razie, mój portfel od dobrych czterech miesięcy biletu miesięcznego w swych czeluściach nie gościł i dopóki pogoda pozwala na piesze eskapady, będę maszerować.

A miłości do pieszych wędrówek nauczyłam się w Braniewie. Wiecie, sytuacja była prosta – z reguły nie było co robić, a więc urządzało się tzw. obchody – innymi słowy, spacery w tę i z powrotem, głównie tą samą trasą, z przerwą na lody i chipsy oraz życiowe rozkminy. Jeśli jesteście z małego miasta, na pewno to znacie.

Ja znam. I wspominam z ogromnym sentymentem. Dzięki starym, dobrym nawykom po  ośmiu godzinach pracy za biurkiem mam chociaż trochę ruchu, a pieniądze zaoszczędzone na miesięcznym bilecie mogę przeznaczyć na coś innego. Na przykład na naleśniki w Manekinie – one nigdy mnie nie zawodzą, w przeciwieństwie do MZK.

sukienka mango boho czerwona

***

* Sukienka – Mango (lumpeks)
* Buty- New Look (z zeszłego sezonu – piękne, ale jestem je w stanie założyć na max. 30 minut, a potem moje stopy wołają o pomoc)
* Zegarek – AM PM (via Apart)
* Bransoletki – Lilou, Ania Kruk

***

Mam nadzieję, że dzisiejszy post pełen luźnych przemyśleń, okraszony zdjęciami mojej stylizacji, przypadł Wam do gustu.

Jestem szczerze zdziwiona, że nie pojawiły się jeszcze z ust żadnego mojego znajomego zarzuty pod kątem tematyki bloga – raz piszę o prawie, raz o kosmetykach, raz o życiu, o którym jako 23-latka nie mam pewnie jeszcze za dużego pojęcia. Ale wiecie co? Mimo, że początkowo bloga planowałam utrzymywać bardziej w tematyce modowo-beauty, pisanie postów jak ten, sprawia mi ogromną przyjemność.

Dajcie proszę znać w komentarzach czy taki tematyczny misz-masz i moja bloggerska nieprzewidywalność nie wzbudza w Was zniechęcenia.

Zapraszam również na INSTAGRAM’a i FACEBOOK’a gdzie moja aktywność nie jest porywająca, ale wszystko przede mną)

Moc uścisków,

e.

  • Joanna Kołodziejska

    Wspaniały post i zgadzam się z każdym ale to z każdym zdaniem jako przedstawicielka osób pochodzących z małych mieścin 😀 Aleksandrów będzie teraz sławny dzięki Tobie! Chociaż jest parę miejsc w które nie da się dojechać bez jednej przesiadki ;p
    Buty wyglądają na takie wygodne 🙁

    • Hhaah, Kochana, nie sądzę bym miała aż taki zasięg, by osławić Aleksandrów! Ale kto wie, może kiedyś 😀
      Buziaki :*

  • Agata Gałaś

    Jest wiele osób,które mają żal do małych miast, oskarżaja miasto o brak możliwości. Czasto młodzi ludzie,którzy szukają „czegoś więcej” na zawsze opuszczają takie miasta jak Braniewo. Sama,tak jak Ty,wyjechalam i nie zamierzam wracać, ale myślę, ze można i tu być szczęśliwym;)! Temat małego miasta jest mi bliski, zaciekawiona czekam na więcej takich lifestylowych postów!

    • Wszędzie można być szczęśliwym, to miała być puenta płynąca z tego posta- kwestia wyboru 🙂
      Będzie więcej – o ile praca na etat nie wyssie ze mnie resztek chęci do robienia czegokolwiek twórczego xD
      :*