Wrzesień to zdecydowanie mój ulubiony miesiąc w roku.  Od zawsze wrześnie wspominam jako ciepłe, względnie słoneczne i takie… przyjemnie jesienne. Na jednym z blogów – czytam ich tyle, że niestety nie do końca pamiętam na którym – przeczytałam sformułowanie, że we wrześniu lato pęka. A no. Nie da się ukryć, że pękło. I niestety, zamiast deszczu złotych liści, spadły na nas hektolitry deszczu w asyście rwących wiatrów, mgieł i niekończących się przerażająco wysokich stopni wilgotności powietrza. Złotej polskiej jesieni raczej nie było. Ale, jako początkująca optymistka, zakładam, że może jeszcze będzie. Nie tracąc nadziei, udało mi się mimo wszystko przygotować dla Was kilka wrześniowych perełek, które umilały mi pełne deszczu, coraz krótsze dni. Chodźcie poczytać!

Czytaj dalej "Wrześniowe zauroczenia #2017"

omlet z bananami, omlet z dwóch jaj

omlet z bananami, omlet z dwóch jaj

Foodbook był jednym z pierwszych postów na tym blogu i już w momencie, kiedy pomysł na bloga dopiero kiełkował nieśmiało w mojej głowie, wiedziałam, że od czasu do czasu będę chciała publikować tego typu pomysły na posiłki. Uwielbiam jeść i uwielbiam piękne zdjęcia. To nie mogło skończyć się inaczej! Żeby nie było wątpliwości, nadmienię, że nie oznacza to jednak , że zawsze jem tak pięknie jak wygląda to poniżej – czasami chwytam w biegu bułkę i parówkę i tak wygląda mój meal of the day. Ze względów estetycznych odpuszczam sobie jednak wtedy pielęgnowanie pasji do fotografii. Nie mniej, przez zdecydowaną większość życia staram się jeść zdrowo, bo w trakcie swojego 22-letniego jestestwa przekonałam się już jak ogromny wpływ na odżywianie na moje zdrowie, samopoczucie i wygląd. I chociaż czasu w moim życiu raczej ubywa niż przybywa, zawsze znajdę chwilę na ugotowanie pysznej zupy kremu. Niechaj fani superprzyjemnego tracenia czasu przy garach, śmiało podążają dalej!

Czytaj dalej "Foodbook #2 – sezon na zielone, najzdrowsze brownie na świecie i przyprawa mojego życia"

zielone smoothie

Jeśli chodzi  o moje umiejętności kulinarne, mam wrażenie, że w ciągu ostatniego roku mocno się uwsteczniłam.  Serio. Mimo, że jestem taka hop do przodu, rozwój, motywacja  – kulinarną sferę mojego życia jakoś to wszystko omija i z daleka podziwiam osoby, które potrafią godzinę piec paprykę, tylko po to, żeby potem zblendować ją i zrobić z niej zupę. Ja prawdopodobnie pokroiłabym ją i położyła na kanapkę zanim piekarnik zdążyłby się rozgrzać. #truestory. Prawda jest taka, że mojej kuchni rządzą trzy zasady  – szybko, z łatwo dostępnych składników i możliwie jak najzdrowiej. Piszę możliwie, ponieważ zdarzają się dni, kiedy bez żadnych wyrzutów sumienia pałaszuję burgera z frytkami i nie mam najmniejszego poczucia winy. Burgery też są dla ludzi. I czekolada. I chipsy. Jeśli jednak mimo tych kontrowersyjnych teorii zaciekawiały Cię trzy zasady moich kuchennych rewolucji, koniecznie sprawdź co kryje się w dalszej części posta. Pamiętaj przy tym jednak, że każdy organizm potrzebuje czego innego, a ja nie jestem żadną specjalistką w tej kwestii. Słowo makro kojarzy mi się w sumie tylko z makroekonomią, a poniższe przepisy to tylko luźne propozycje.

Czytaj dalej "Foodbook #1 – płatki owsiane inaczej, coś dla królików i słodkie, zielone smoothie"