Jak oszczędzać czas? Kilka sprawdzonych trików ze studenckiego życia

Categories Lifestyle, Polecane

Brak czasu to choroba XXI wieku. Doświadczam jej. Ty też jej doświadczasz.  W zasadzie mało kto nie zna tego schorzenia. Atakuje znienacka – początkowo wydaje Ci się, że na wszystkim panujesz. Że to przejściowe. Że za chwilę minie. A potem, podczas kolejnej nocy, kiedy przewracasz się z boku na bok i mimo ogromnego zmęczenia nie możesz zasnąć, zdajesz sobie sprawę, że dwa miesiące temu kupiłaś książkę i nie przeczytałaś jeszcze ani strony. Że zaniedbujesz znajomych, że za rzadko dzwonisz do rodziny bo zawsze jest coś ważniejszego do zrobienia.  A kiedy w końcu znajduje się wolna chwila i mogłabyś zrobić w końcu coś, co odwlekałaś od tak dawna, nie robisz tego, bo wolisz poleżeć pół godziny plackiem patrząc w sufit, bo zmęczenie materiału nie pozwala Ci na nic innego. Myślę, że można tego uniknąć. Nie do końca znalazłam jeszcze remedium na tę przypadłość… ale myślę, że razem możemy spróbować. Zapraszam na wpis o oszczędzaniu tego, co masz w życiu najcenniejsze. I nie, nie są to pieniądze – nie tym razem. Chodźcie!

1.Międzyczas to Twój przyjaciel

Jest masa rzeczy, które możesz robić w tak zwanym międzyczasie. Nikt z nas nie jest robotem i niestety sądzę, że nie jesteśmy przystosowani do prasowania, gotowania, sprzątania i uczenia się w tym samym momencie (choć znam osobiście kilka wspaniałych kobiet, które tej zasadzie zaprzeczają)

Jeśli jednak chcesz zacząć nieco nieco mniej ambitniej, proponuję na początek zabrać się za rzeczy mniejszej wagi. Podczas dwudziestominutowej podróży autobusem miejskim, możesz poczytać książkę. 20 minut czytania dziennie w skali całego daje już całkiem niezły wynik! Jeśli jeździsz autem, możesz posłuchać ulubionego podcastu – jeśli kiedyś w końcu dorobię się auta, a może bardziej umiejętności jego prowadzenia, z pewnością będę chłonąć wiedzę jak gąbka właśnie w ten sposób.

Przez telefon możesz rozmawiać podczas pieszych spacerów – ja w zasadzie wszędzie chodzę pieszo (o tym dlaczego tak wyszło wspominałam w TYM poście), a że wszędzie idę +/- 30 minut, mam idealny czas na porozmawianie przez telefon z kimś bliskim. Wcześniej wolałam posłuchać czegoś na Spotify… ale sposób z prowadzeniem rozmów podczas spacerów z punktu A do punktu B jest naprawdę super i pozwala mi zaoszczędzić kupę czasu. Wyobraźcie sobie teraz, że to pół godziny spędzam rozmawiając w domu, siedząc bezczynnie na kanapie, podczas gdy czeka na mnie masa rzeczy do zrobienia – a relacje z bliskimi przecież podtrzymywać trzeba i jest to fakt absolutnie niezaprzeczalny. Rozmawianie w MZK jest za to kategorycznie zabronione – ale mam przecież same mądre Czytelniczki, które o tym doskonale wiedzą i nawet nie śnią o utrudnianiu i tak trudnych, miejskich podróży opowiadaniem o swoim życiu osobistym!

Klasykiem, o którym też warto wspomnieć jest prasowanie podczas oglądania ulubionego programu czy serialu. W zasadzie można wtedy robić wiele rzeczy – prasować, malować paznokcie, siedzieć z maseczką na twarzy, włosach i dłoniach … i czymkolwiek chcesz. Relaksujemy się, a przy okazji robimy coś, co i tak pewnie zrobiłybyśmy w najbliższym czasie.

2. Planuj racjonalnie

Nie jestem zwolenniczką planowania WSZYSTKIEGO. Pod wpływem motywacyjnych blogów, coachowych podcastów i pięknie wydanych motywacyjnych książek z zerową ilością merytorycznej treści, kompletnie zabijamy swoją spontaniczność.  Mam wrażenie, że jakaś bloggerka niedługo stworzy planner do planowania oddychania. Środa – 30 wdechów na minutę – ale w czwartek zaszalej, celuj w 40!

Nie uważam abyśmy potrzebowali dzienników jedzeniowych, ubraniowych, podróżniczych i stu innych – wystarczy jeden, ale porządny. Myślę, że przy odrobienie wprawy można nie rozpisywać swojego dnia co do minuty, a mimo to wciąż zachowywać względną harmonię.

Zapisuj najważniejsze rzeczy i pilnuj ich realizacji. Na nic zapisywanie pozmywam, skoro i tak obojętnie przechodzisz koło tej starty naczyń aż zaczyna przypominać ceramicznego potwora z fryzurką stworzoną z resztek obiadu z zeszłego tygodnia. Możesz planować mniej – ale konsekwentnie realizować swoje założenia.

Czym mniej planujesz, tym większe szanse powodzenia. Szczególnie jeśli jesteś – tak jak ja – kompletnie początkująca w tej dziedzinie.

3. Eating issues, czyli  o tym jak pokochać lunchboxy… i zamrażarki

Nobla temu, kto wymyślił przenośne pudełka na jedzenie. Serio.

Odkrycie, że mój obiad zawsze i wszędzie może być ze mną, mocno usprawniło moje dzielenie czasu między pracę, uczelnię, bloga, działalność w Poradni Prawnej i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy. Co prawda podgrzewanie jedzenia w mikrofali nie jest może najzdrowszym wyborem… ale i tak mniejsze zło, aniżeli jedzenie pierwszego ciepłego posiłku o godzinie 21. Co  zresztą dla takiego głodomora jak ja jest raczej niewykonalne.

Podobnie genialnym trikiem jest robienie użytku ze swojej zamrażarki. Osobiście jem bardzo dużo warzyw – a te akurat spokojnie można zamrażać. Podobnie traktuję wszelkie ryżowe potrawki, dania z makaronem czy warzywne kotlety. W wolnej chwili ugotuję coś na zapas, wrzucę do zamrażary… i wracam do domu na gotowe. Przy okazji, nie tracę pieniędzy na jedzenie na mieście, co wcześniej zdarzało mi się naprawdę często. Pod koniec miesiąca przychodził jednak moment podliczeń i gorzkich refleksji na temat tego ile w danym miesiącu wydałam na jedzenie na mieście – a wierzcie mi, że nie raczyłam się kawiorem i szampanem.

4. Nie mam się w co ubrać przełóż na wczoraj

Nic nie usprawniło moich porannych przygotowań do wyjścia tak jak wieczorne obmyślenie swojego look’u na kolejny dzień. Tak, wiem – brzmi banalnie, ale przecież zdecydowana większość z nas traci rano cenne minuty stojąc przed stertą ubrań, z których żadne nie wydaje się być dobrym wyborem.

W tej kwestii całkiem niezłym trikiem jest obmyślenie tego wszystkiego wieczorem. I nie, nie mówię tu o wyciąganiu ubrań z szafy, układaniu ich na podłodze i pieczołowitym dobieraniu bluzek do spódnicy. Wystarczy, że pomyślisz o tym na chwilę przed zaśnięciem – i następnego dnia rano przypomnisz sobie tę wizję. Uwzględnij gdzie idziesz następnego dnia, czy po pracy od razu wrócisz do domu, zwróć uwagę na prognozy pogody (rzadko, ale czasami jednak się sprawdzają)

Mi takie planowanie naprawdę bardzo weszło w krew i dzięki temu skróciłam swój czas porannego przygotowania do wyjścia o dobre kilka minut. Najczęściej w tym czasie czytam jakiś artykuł, oglądam teledysk, za który nie mogłam się zabrać od tygodnia albo robię jakąś inną rzecz, która zajmuje mi mało czasu, a uprzyjemnia cały dzień. Czasami po prostu powoli jem śniadanie i leniwie spoglądam przez okno na spadające liście. Wszystko jest lepsze, aniżeli poranne tracenie nerwów na nie do końca precyzyjnie skomponowaną garderobę.

5.  Dbaj o social – racjonalnie

Kiedy zdamy sobie sprawę ile czasu marnujemy na przeglądanie Facebooka, Instagrama i innych pierdół – wnioski mogą być naprawdę przerażające.

Jakiś czas temu bardzo chciałam zacząć prowadzić regularnie instastory  – te treści maja zazwyczaj dużo wyświetleń i pewnie  mogłoby to zrobić całkiem dobrze mojemu profilowi na Instagramie. Problem w tym, że jakoś mi się to nie kalkuluje. Ceną instagramowej popularności jest bycie w pogotowiu cały czas.  Fajny koncert- wyciągaj telefon, Emilia! Ładnie podany obiad – wart upamiętnienia na 24 godziny. Wypad z przyjaciółką – koniecznie trzeba to udokumentować!

Abstrahując już od faktu czy kogoś interesuje mój środowy obiad, regularne prowadzenie tego typu relacji wymaga ogromnych nakładów czasu. Chyba wolę go poświęcić na coś innego, a na Instagramie od czasu do czasu uraczyć Was jakąś estetyczną, przemyślaną treścią. Mniej, ale konkretniej – to moje motto, jeśli chodzi o wszelkie social media. Chyba nie potrzebujecie codziennie mojego selfie i przeżyjecie, jeśli czasami nie uraczę Was wiedzą na temat mojego śniadania. Wiem, że to trochę sprzeczna z radami udzielanymi początkującym bloggerom… ale próbowałam i niestety inaczej nie umiem. Być może nie zostanę gwiazdą blogosfery, ale przynajmniej nadal będę miała chwilę w tygodniu na pomalowanie paznokci albo pójście na spacer z przyjaciółką. 

***

Jeśli potrafisz zoptymalizować swoje  codzienne obowiązki i mimo braku czasu nauczyłaś się je racjonalnie poukładać, nie rezygnując przy tym z wszelkich życiowych przyjemności – brawo Ty! Ja ciągle jestem początkująca w tej dziedzinie, a swoim nikłym przemyśleniom, postanowiłam dać upust w tym poście.

Jeśli postanowisz podzielić się ze mną swoimi sposobami na racjonalną organizację czasu, będzie mi bardzo miło!

Dobrze zorganizowanego tygodnia!

e.

  • Agata Gałaś

    Dużo ostatnio pracuję nad organizacją, więc post bardo na czasie! 😀

  • Joanna Kołodziejska

    Z wielką satysfakcją mogę stwierdzić że wiele z tych rad już realizuję w życiu codziennym, nawet dzisiaj kończyłam książkę w pociągu z Warszawy!
    Świetny post, mega życiowy! Czas pędzi a fajnie jest czuć, że wykorzystuje się go pełną piersią 🙂
    <3

    P.S. Planner od Eweliny świetnie wychodzi na zdjęciach no i pięknie wpisuje się w temat 😀

  • Marysia

    Świetny post! Zabierałam się za przeczytanie go od tygodnia i w końcu nadszedł ten dzień 😀 Na prawdę super to wszystko ujęłaś! Gratuluję cudownego wpisu, masz talent ♥

  • Podpatrzyłam w internecie myk. Z początku pomyślałam że głupie ale… DZIAŁA i robię to samo 😀 Pranie puszczam tak, by skończyło się o 6 rano. Przed pracą szybko rozwieszam. Naprawdę nie sądziłam że tne pomysł zaoszczędzi mi czas i przyspieszy pranie (jeśli można to tak nazwać). Dziwne ale działa 😀

    • O proszę, nawet na praniu czas można oszczędzić : D
      Dzięki za komentarz! :*