Ks. Kaczkowski, cytaty, grunt pod nogami

Ks. Kaczkowski, cytaty, grunt pod nogami

Jeśli spytacie mnie co stało się z tegorocznym lipcem, odpowiem – nie mam pojęcia. Bardzo miło byłoby, gdyby ktoś mnie oświecił i wyjaśnił co ostatnio dzieje się z czasem w moim życiu. Lipiec się po prostu rozpłynął. Zniknął. Właśnie rozpaczam nad jego krótkim żywotem. Nie zdążyłam się opalić, zażyć relaksacyjnej kąpieli w jeziorze, spędzić nocy nad Wisłą z przyjaciółmi i winem, nie zobaczyłam żadnego ciekawego miejsca… Nie zaznałam żadnej z typowo wakacyjnych przyjemności. Lipiec był miesiącem, w którym oddałam się pracy całkowicie i mam szczerą nadzieję, że w sierpniu będzie odrobinę lepiej i życie zawodowe nie zatryumfuje ponownie nad ważniejszymi jego aspektami. Nie oznacza to jednak, że lipiec był miesiącem beznadziejnym i spisanym na straty- co to to nie! Jeśli mimo tego nostalgicznego wstępu jesteście ciekawi co było małymi promykami ubiegłego miesiąca, koniecznie przejdźcie do pozostałej części posta.

Ks Kaczkowski, Grunt pod nogami, książka, recenzja
Książki:
Ks. Jan Kaczkowski, Grunt pod nogami, 2016

O książkach księdza Kaczkowskiego słyszałam już dawno, ale ze względu na swoje upodobanie do kompletnie innego rodzaju literatury, nie interesowały mnie one w najmniejszym stopniu. Na tę książkę, szczerze przyznaję, namówił mnie sprzedawca w Empiku w bydgoskim Focusie – swoją drogą, był niesamowicie przekonujący, oczytany i naprawdę wiedział o czym mówi. Gdyby więcej osób wykonywało swoją pracę z takim zaangażowaniem jak on, świat byłby zdecydowanie piękniejszy. A ja bogatsza o co najmniej kilka wartościowych pozycji.

Książka jest trudna. Jest smutna. W dużej mierze traktuje o śmierci  i o oswajaniu się z nią ( historii  ks. Kaczkowskiego, jak sądzę, przypominać nie muszę).

Nie mniej, książka pozwala się zdystansować i spojrzeć na świat szerzej. Kiedy skończyłam ją czytać, było mi głupio, że jeszcze tego samego dnia rano, martwiłam się tym, że pensjonat odwołał nam noclegi i w sumie nie mamy gdzie jechać na wakacje. Czułam się jak idiotka. Bo w sumie jakie to ma znaczenie?

Jeśli przytłaczają Was problemy pierwszego świata i w gruncie rzeczy wiecie, że życie to nie tylko praca, pieniądze, ładne sukienki, zagraniczne wyjazdy i rozbielone zdjęcia na Instagramie, ale od czasu do czasu potrzebujecie mocnego ściągnięcia na ziemię, sięgnijcie po tę książkę. Ona to zrobi.

Bez względu na to czy jesteście wierzący czy też nie – ewangelizacja w wykonaniu ks. Kaczkowskiego bynajmniej nie jest nachalna – naprawdę warto przeczytać Grunt pod nogami. Tak po prostu, żeby tytułowego gruntu nigdy nie stracić i  być człowiekiem, który potrafi widzieć więcej niż czubek własnego nosa. 

Film:
Dunkierka, 2017

Nie jestem specjalną fanką filmów o wojnie – chyba, że gdzieś w tle kryje się głęboka historia o trudnej miłości (Lektora z obłędną Kate Winslet oglądałam chyba ze trzy razy!). Do pójścia na Dunkierkę namówił mnie mój chłopak, który już po trailerze przewidział, że czekają nas dwie godziny totalnego wbicia w fotel.

Nie jestem znawczynią efektów specjalnych, ale pod tym kątem Dunkierka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. W zasadzie ten film opiera się głównie na efektach specjalnych – bohaterowie mówią tam stosunkowo niewiele, a akcja toczy się w dwóch miejscach.  Nie mniej, jeśli ciekawi Was historia jednej z najbardziej znanych i najbardziej zaciekłych bitew II WŚ, koniecznie odżałujcie kilkanaście złotych na bilet to kina, bo jest to jeden z tych filmów, które warto zobaczyć na dużym ekranie.

PS. Trochę obawiałam o Harrego Styles’a w roli Alexa, bo bardzo lubię go jako człowieka i jako muzyka – na szczęście, nie zawiódł.

Muzyka
NowOsiecka, różni artyści.

Nigdy nie sądziłam, że można pogodzić teksty Agnieszki Osieckiej i rap– a jednak można, posłuchajcie tylko Ostatniej Prostej w wykonaniu Łony i Webbera z tejże właśnie płyty. Niesamowicie urzekła i zachwyciła mnie też piosenka Ach nie mnie jednej w wykonaniu cudownych The Dumplings, której to słuchałam zapętlonej chyba przez tydzień (serio). A lekko erotyzujący L.U.C w utworze Rajski Deser to idealna opozycja dla współczesnych, czasami nieco mdłych tekstów o miłości.

Jeśli poezja Osieckiej jest Wam bliska i podobnie jak ja uważacie, że nigdy nie straci swojej aktualności, koniecznie poświęćcie godzinę na zapoznanie się z tą płytą. Uwspółcześniona wersja tekstów po prostu  Osieckiej zachwyca i przesyłam szczere ukłony w stronę pomysłodawcy.

Blog:
Tekst SimplLife o 12 sposobach na udany związek

Tekst przeczytacie na blogu SimplLife, pod TYM  linkiem.

Nic dodać, nic ująć. Zgadzam się z każdym zdaniem i chociaż pewnie do tej listy można by jeszcze dużo dopisać, myślę, że każda osoba będąca w stałym związku powinna się z nią zapoznać. I pomyśleć chwilę o tym czy faktycznie w życiu codziennym robimy wszystko, aby być szczęśliwym z drugą osobą. Po prostu.

masełko do ust, kontigo, biolove, kosmetyki naturalne

Kosmetyki:
Masełko do ust, BioLove, Lip Butter o zapachu granatu
Balsam brązujący Lirene, Body Arabica
Krem do twarzy Miya, Hello Yellow

Moje usta mocno oberwały w ostatnim czasie. Miłość do matowych pomadek niestety niesie za sobą ofiary w postaci suchych skórek i uczucia ściągnięcia. Na szczęście porządna dawka tego maleństwa aplikowana na noc ratuje sytuację. Dodatkowo obłędnie pachnie, jest bardzo wydajne, a cały design serii BioLove cieszy oko. Wszystkim miłośnikom naturalnej pielęgnacji serdecznie polecam. Masełko oraz inne produkty z tej serii to autorska propozycja drogerii Kontigo –  najłatwiej dorwać je online w ich e-sklepie.

balsam brązujący lirene, body arabica, jak używać samoopalacza

Jeśli ktoś widzi mnie pierwszy raz od dłuższego czasu, pierwszym pytaniem które zadaje (no dobra, jednym z pierwszych) jest to czy wróciłam akurat z wakacji. Bardzo śmieszne – wróćcie do wstępu tego posta, aby przekonać się, że bynajmniej żadna rajska wyspa nie gościła mnie w ostatnim miesiącu.

Kontynuując, z żadnych wakacji jeszcze nie wróciłam, ale za to regularnie okupuję łazienkę, korzystając z dobroci brązującego balsamu marki Lirene. Trzy aplikacje i jestem brązowiutka. Opalenizna, którą z jego pomocą uzyskuję jest delikatna, wygląda bardzo naturalnie, a co najważniejsze – efekt można stopniować, a zatem nie stajemy się z automatu pomarańczową pomarańczką tudzież Dodą z początków kariery.

Efekt utrzymuje się stosunkowo krótko (ok. tygodnia), ale jest to mały minus, biorąc pod uwagę, że tylko i wyłącznie dzięki temu produktowi nie rażę po oczach śnieżnobiałymi kończynami.

Chętnie poznałabym też inne produkty tego typu (ponieważ po zwarciu bliższej znajomości z Lirene, jestem mocno rozochocona). Jeśli możecie coś w tej kwestii polecić, piszcie śmiało!

Ten balsam dostaniecie w większości drogerii za ok. 15 zł.

krem miya, my wonder balm, hello yellow recenzja

Marka MIYA to autorska marka dwóch dziewczyn, które pewnego dnia stwierdziły, że chcą robić skuteczne kremy o przyzwoitych składach, w cenie która nie zabija. Ile pracy ich to kosztowało, widzą tylko one – efekt jest jednak taki, że dzisiaj MIYA  to nie tylko start-up dostępny w czeluściach Internetu, ale marka, którą dostaniecie w dużych, sieciowych drogeriach, z której to produktami z lubością obfotografują się tysiące dziewczyn na Instagramie. Wow! Produkty takich marek chcę kupować.

Krem Hello Yellow to idealna propozycja na lato – nawilża, ale nie jest ciężki, szybko się wchłania i idealnie nadaje się pod makijaż. Dodatkowo pięknie pachnie ananasem, co naprawdę pozytywnie nastraja na resztę dnia.

Krem ma świetny, naturalny skład, nie zapycha, a nawilżenie, które zapewnia jest dla mnie zupełnie wystarczające.

Dostaniecie go m.in w Hebe i Rossmanach za ok. 30 zł.

espadryle, diverse, wyprzedaże, szare, espadryle na koturnie

Moda:
Espadryle
Szare – Diverse, %, 79,90 zł
Różowe – New Yorker, %, ok. 50 zł

Do tematu espadryli od kiedy pamiętam podchodziłam bardzo ostrożnie – zawsze wydawało mi się, że buty na słomianej podeszwie po prostu MUSZĄ być niewygodne. Z tego też powodu, kiedy moja wewnętrzna modystka tego lata nie wytrzymała już napięcia i od początku czerwca podszeptywała mi, że espadryle to właśnie to, czego potrzebuję, zamiast skierować swoje kroki do sklepu z jakiś porządnym obuwiem, podreptałam do sieciówek.

Motywacja tego kontrowersyjnego kroku była taka, że nadal nie ufając wygodzie zapewnianej przez espadryle, nie chciałam wydawać dużo na buty, które nie są klasyczne w moim rozumieniu tego słowa i co do których nie jestem w stu procentach przekonana. Na porządne przyjdzie jeszcze czas, póki co – espadryle to dla mnie coś nowego i jestem w fazie testów.

Nie mogłam się też zdecydować czy kupić płaskie czy na koturnie, bo o dziwo i koturny zyskały w tym sezonie moje upodobanie. Znalazłam i takie i takie w bardzo korzystnych cenach, a więc zdecydowałam się kupić obie pary #typowakobieta #whynot.

Szare koturny to model Tonia i kupiłam je w Diversie – to moja pierwsza rzecz z tego sklepu w życiu! Zostałam diversowo rozdziewiczona i póki co, jestem zachwycona. Buty są śliczne, bardzo wygodne, a mimo że nie są skórzane, sprawiają wrażenie bardzo porządnie wykonanych. Moim pobożnym życzeniem jest, aby starczyły na więcej niż sezon, bo mocno się zżyliśmy.

espadryle, różowe, new yorker, wyprzedaże, haul wyprzedażowy

Płaskie z kolei znalazłam w New Yorker i kosztowały ok. 50 zł (były przecenione o ponad połowę). Są śliczne, bardzo dziewczęce, a stopień wygodny określam jako wystarczający – nie poszłabym w nich na całodniową wędrówkę, ale do pracy i z powrotem- jak najbardziej. W całej okazałości możecie zobaczyć je na moim INSTAGRAMIE.

Nie są niestety tak porządnie wykonane jak ich poprzednicy i śmiem twierdzić, że za rok się już pewnie nie spotkamy. Nie mniej, jako espadryle testowe, sprawdziły się super i  przekonały mnie, że w kolejnym sezonie śmiało mogę zainwestować więcej w podobny model.

Co do tych – mam je w rozmiarze 40, chociaż normalnie noszę 38,5/39 – rozmiarówka w New Yorker jest śmiesznie mała.

***

To już wszystkie rzeczy, które uszczęśliwiały mnie w poprzednim, bardzo pracowitym miesiącu.

Jeśli znacie którąś z nich, koniecznie dajcie mi znać.  Czekam również na Wasze polecenia, szczególnie mile widziane są propozycje literackie, bo jestem ostatnio głodna słowa pisanego.

Serdecznie uściski na drugą część lata!

e.

Zostańmy w kontakcie!

INSTAGRAM
FACEBOOK
Nie bądź taki, podziel się postem:
  • Joanna Kołodziejska

    Książkę mam na półce „mam zamiar przeczytać” także dobrze że wspominasz! Na pewno sięgnę po nią niedługo szczególnie że mamy chyba domu własny egzemplarz. Dunkierka mnie również oczarowała, ale jako miłośniczka historii muszę poprawić – nie żadna bitwa a ewakuacja wojsk o kryptonimie „Dynamo” 😀 Ale sam film również polecam! (+Harry zagrał bardzo dobrze jak dla mnie!)
    Czuję, że Miya będzie moim kolejnym kremem! Na razie trzeba dokończyć poprzednie, nie lubimy wyrzucać 😀
    Aaaa no i mój peeling do stóp z Biolove też super <3 także polecam.
    Buziaczki :*