O tym jak znowu nie uratowałam świata, czyli niepodsumowanie 2017

Categories Lifestyle, Polecane
podsumowanie 2017

2018 please be good

Długo zwlekałam z napisaniem tego posta. Po części dlatego, że akurat złożyło się tak, że właśnie rozpoczyna się sesja, a ja już przed Bożym Narodzeniem uwięziona byłam w notatkach i książkach. Po części stało się też tak ze względu na pracę, która zajmuje mi dużo więcej czasu i myśli aniżeli bym sobie życzyła, ale prawdziwy powód jest taki, że… w zasadzie nie za bardzo miałabym co umieścić we wpisie pod tytułem podsumowanie 2017 r. Kiedy poczytałam na innych blogach ile fantastycznych rzeczy udało się osiągnąć kolegom po fachu, kiedy poprzeglądałam na Instagramie wszystkie te kolaże złożone z pięknych zdjęć zrobionych w równie pięknych miejscach… dopadła mnie mała, noworoczna nostalgia. Była to ostatnia rzecz potrzebna mi do optymistycznego wejścia w Nowy Rok – a zatem, pomyślałam sobie, kurczę Emilia, masz 24 (!!!) lata, przestań w końcu porównywać się do innych! I oto jest. Moje niepodsumowanie. Mój wpis z nieosiągnięciami. Bezpodróżami.  Nikt nie mówił, że nie wolno. Chodźcie!

Rok 2017 nie był dla mnie rokiem przełomowym –  jak pewnie zdążyliście zorientować się po przeczytaniu tego niemotywującego (zakazane słowo!) wstępu. Nie wydarzyło się w nim absolutnie nic, co mogłoby w sposób znaczący odróżniać go od lat poprzednich i zapisać się w mojej głowie jako rok niezwykły. Pewnie dlatego, że słabo się o to starałam. Po części pewnie również dlatego, że tak poskładały się różne okoliczności, nie zawsze zależne od mnie.

Nie oznacza to jednak, że ten rok był zły – absolutnie, tego powiedzieć nie mogę. Był… Cóż, były lepsze momenty i gorsze. Fatalnie się rozpoczął i niezbyt dobrze skończył, środek miał zaś całkiem neutralny. Nie był lekki, łatwy i przyjemny, ale nauczył mnie kilku rzeczy.

To niesamowite obserwować jak powoli zaczynam obserwować to wszystko, co przewidywała moja Mama. Że co roku będę starsza, mądrzejsza i będę widzieć rzeczy w zupełnie innym świetle. Że co innego będzie mnie martwić, a cieszyć będę się z zupełnie innych rzeczy niż jeszcze dwa lata temu. Że za najważniejsze uznam to, że jestem zdrowa i docenię to, że  rano mogę w spokoju  wypić świeżą kawę.

Myślę, że to jest moment w moim życiu – co jest chyba jedyną refleksja podsumowującą rok 2017 – w którym na dobre rozpoczyna się dorosłość. Taka, wiecie… Prawdziwa. Z rachunkami, wstawaniem o 6.00, zmywaniem naczyń i praniem skarpetek.

Rzeczywistość zupełnie inna niż na Instagramie, na którym zawsze jest jasno, kolorowo, a ja mam zawsze masę energii i szczerzę się serdecznie. No dobra, z tym szczerzeniem się to akurat prawda – rzadko zdarza mi się przechodzić cały dzień z grobową miną (na szczęście!). Nie zmienia to faktu, że konta na Instagramie to tylko wycinki rzeczywistości, czasami stworzone z potrzeby estetycznego wyżycia się (mój przypadek). Prawie nigdy nie są odbiciem rzeczywistości. Moją rzeczywistością są grube ustawy i opasłe tomy prawniczych podręczników, a w międzyczasie – tabele w Excelu.  Pracuję naprawdę ciężko i dużo, ale nie pokazuję tego, bo przyjęłam inną koncepcję na prowadzenie swojego konta. Jak większość użytkowników. Instagram, całe to lukrowane życie to nie jest jedynie element czyjejś prawdy. I będę o tym pamiętać zanim w kolejnym roku zasmucę się porównując czyjeś best nine do swojego.

Ten rok uświadomił mi też, że jedna rzecz, którą zawsze miałam za złe swoim Rodzicom wcale nie jest taka zła – zawsze rzucali mnie na głęboką wodę. Bez parasola ochronnego. Wiele osób w moim wieku wciąż korzysta z ich protektoratu w każdym aspekcie swojego życia – i absolutnie tego nie potępiam – u mnie jednak poskładało się trochę inaczej. Jestem bardzo dumna ze swojej samodzielności i choć rok 2017 robił wszystko, aby ją zaburzyć, wyszłam z niego obronną ręką. Może trochę rozczarowana. Ale żywa i gotowa na nowe!

2018?

2017 nie zapisze się w mojej pamięci jakoś szczególnie, ale 2018 – ma ku temu zadatki.

Zanosi się na to, że ukończę studia.

W związku z tym, planem który bardzo chciałabym zrealizować w 2018 roku –  ale obawiam się, że mogę go realizować do końca życia-  jest znalezienie swojej życiowej drogi.

A przynajmniej kierunku, w którym chciałabym podążać. Coraz bardziej utwierdzam się w tym, że klasyczna droga młodego prawnika, tj. dyplom na 5, aplikacja, własna kancelaria i prowadzona do końca życia zaciekła walka o względy klienta, jest nie dla mnie. Będę kombinować inaczej. Nie do końca wiem jeszcze jak, ale cudowne jest to, że XXI wiek daje nam tyle możliwości, a jedynym czego potrzebujemy jest otwarty umysł. I odrobina szczęścia.

W związku z powyższym, planem na najbliższą przyszłość jest magisterka. Boże drogi, jak bardzo chciałabym to mieć już z sobą! Każdy, kto stworzył już to wiekopomne dzieło i nosi w sobie odrobinę kreatywności, z pewnością przyzna, że parafrazowanie czyichś słów przez dobre kilkadziesiąt stron, nie jest niczym przyjemnym. Ani rozwijającym. Na szczęście, coraz bardziej utwierdzam się w tym, że temat który wybrałam jest ciekawy i życiowy. A zatem… cóż, myśląc bardzo po polsku – jakoś to będzie.

Jeśli chodzi o inną sferę mojego życia – bardziej osobistą, prywatną, rodzinną – to będzie rok przełomowy. Dużo się zmieni i choć bardzo się tych wszystkich zmian boję, nie mogę się już ich doczekać. Bo czuję, że to dobry moment  i mam przy sobie odpowiednich, dobrych ludzi.

Poza tym, chciałabym bardziej zadbać o relacje z najbliższymi, częściej jeździć do Rodziców i być bardziej otwarta na poglądy ludzi, którzy żyją inaczej niż ja.  O tym jak bardzo ważne jest wzajemne zrozumienie się dla utrzymania zdrowych relacji, pisałam TUTAJ.

Poza tymi wszystkimi podniosłymi rzeczami, o których pisałam powyżej, pozostaje jeszcze jedna – blog. Nie ukrywam, że przede mną bardzo, bardzo intensywny okres i choć pisać uwielbiam, mogę nie znaleźć na to tyle czasu ile bym chciała. Niestety jestem perfekcjonistką – albo robię coś na 100%, albo nie robię w ogóle. Nie będzie więc postów z jednym zdjęciem zrobionym w kiepskim świetle i trzeba zdaniami komentarza napisanymi na odwal – za bardzo Was szanuję. Postaram się przejść przez styczniowo – lutowe tornado i zaangażować się w bloga bardziej… albo poszukać szczęścia gdzie indziej. Nic na siłę.

Nie zmienia to faktu, że kiedy w czerwcu 2017 roku zakładałam bloga, trochę bałam się Waszych reakcji. Tymczasem otrzymałam tyle wspaniałych słów wsparcia i uznania – ostatnie nie dalej jak wczoraj, że kiedy o tym pomyślę, wciąż nie mogę wyjść z szoku.  Cieszę się, że Wam się podoba. I z tego powodu obniżania poziomu nie będzie.

***

Mam nadzieję, że Wasz 2017 był lepszy, a przynajmniej że wyszliście z niego z poczuciem, że coś udało Wam się w życiu zmienić na lepsze. Albo ukończyć jaki etap, aby spokojnie rozpocząć nowy. Jeśli nie – to nic. Przed nami cały 2018. Mamy mnóstwo czasu na uratowanie świata. Damy radę.

Jak to ostatnio w przypływie natchnienia powiedział mój  Chłopak – trzeba się kochać i szanować i wszystko będzie dobrze. Oby było!

Jak najlepszego wejścia w 2018,

e.

 

  • Aleksandra Załęska

    Ja nie podsumowuje roku, ani nie.robię.planów na nowy rok. Zobaczymy jak będzie, wolę żyć.tu i teraz😀