zielone smoothie

Jeśli chodzi  o moje umiejętności kulinarne, mam wrażenie, że w ciągu ostatniego roku mocno się uwsteczniłam.  Serio. Mimo, że jestem taka hop do przodu, rozwój, motywacja  – kulinarną sferę mojego życia jakoś to wszystko omija i z daleka podziwiam osoby, które potrafią godzinę piec paprykę, tylko po to, żeby potem zblendować ją i zrobić z niej zupę. Ja prawdopodobnie pokroiłabym ją i położyła na kanapkę zanim piekarnik zdążyłby się rozgrzać. #truestory. Prawda jest taka, że mojej kuchni rządzą trzy zasady  – szybko, z łatwo dostępnych składników i możliwie jak najzdrowiej. Piszę możliwie, ponieważ zdarzają się dni, kiedy bez żadnych wyrzutów sumienia pałaszuję burgera z frytkami i nie mam najmniejszego poczucia winy. Burgery też są dla ludzi. I czekolada. I chipsy. Jeśli jednak mimo tych kontrowersyjnych teorii zaciekawiały Cię trzy zasady moich kuchennych rewolucji, koniecznie sprawdź co kryje się w dalszej części posta. Pamiętaj przy tym jednak, że każdy organizm potrzebuje czego innego, a ja nie jestem żadną specjalistką w tej kwestii. Słowo makro kojarzy mi się w sumie tylko z makroekonomią, a poniższe przepisy to tylko luźne propozycje.

Nie bądź taki, podziel się postem:
Czytaj dalej "Foodbook #1 – płatki owsiane inaczej, coś dla królików i słodkie, zielone smoothie"