Wrzesień to zdecydowanie mój ulubiony miesiąc w roku.  Od zawsze wrześnie wspominam jako ciepłe, względnie słoneczne i takie… przyjemnie jesienne. Na jednym z blogów – czytam ich tyle, że niestety nie do końca pamiętam na którym – przeczytałam sformułowanie, że we wrześniu lato pęka. A no. Nie da się ukryć, że pękło. I niestety, zamiast deszczu złotych liści, spadły na nas hektolitry deszczu w asyście rwących wiatrów, mgieł i niekończących się przerażająco wysokich stopni wilgotności powietrza. Złotej polskiej jesieni raczej nie było. Ale, jako początkująca optymistka, zakładam, że może jeszcze będzie. Nie tracąc nadziei, udało mi się mimo wszystko przygotować dla Was kilka wrześniowych perełek, które umilały mi pełne deszczu, coraz krótsze dni. Chodźcie poczytać!

pomadka nude kobo
roll on pod oczy
Kosmetyki:
1.Szampon przyspieszający wzrost włosów, Natura Estonica, ok.10 zł
2.Pomadka Kobo w odcieniu nude
3.Roll-on pod oczy Yves Rocher

Szampon marki Natura Estonica to totalna petarda w pielęgnacji moich włosów – ostatnio postanowiłam nieco się ogarnąć i znów zacząć dbać o włosy, bo niestety ale bez bicia przyznać się muszę, że zdarzyło mi się trochę o nich zapomnieć. Przez chwilę myłam je bądź jakim szamponem, używałam tylko odżywek w spray’u, o żadnym olejowaniu nie wspominając. Efekt był dość smutny. Nie mniej, niezrażona swoimi pielęgnacyjnymi zaniedbaniami, ostatnio wróciłam do gry i testuję kilka całkiem fajnych nowości (co powiecie na post stricte o pielęgnacji włosów?) Szampon Hair Growth Miracle jest jednym z niedawnych odkryć. Jego zadaniem jest przyspieszanie wzrostu włosów, ale umówmy się, tego raczej żaden szampon nie jest w stanie uczynić (choć byłam zaskoczona tym jak wysoko w składzie ma biotynę – a może jednak?) Abstrahując od przyspieszania wzrostu, szampon pięknie pachnie i  ma stuprocentowo naturalny skład, a mimo to świetnie się pieni. Dodatkowo jest supertani i ma bardzo praktyczne otwarcie – nigdy więcej odkręcanych szamponów, weź go potem zakręć mokrymi dłońmi całymi w pianie! Serdecznie Wam polecam tego przyjemniaczka. Jeśli jesteście z Torunia, znajdziecie go w cudownej Drogerii Arnica.

Pomadka Kobo to dla mnie ogromne zaskoczenie – nigdy nie spodziewałam się, że kolor typu nude będzie wyglądał na mnie tak dobrze! Ten nudziak jest idealny – nieprzesadny różowy, ale i nie nazbyt brązowy. Pomadka jest bardzo delikatna i nawilżająca w swojej formule – zapewne ten romans zakończy się dla moich ust lepiej, aniżeli ciągłe używanie zastygających, matowych pomadek. Dodatkowym plusem jest opakowanie, które jest bardzo porządnie wykonane, czarne, minimalistyczne i zamyka się… na magnes. Extra sprawa! Dostaniecie ją w Drogerii Natura za ok. 15 zł.

roll on yves rocher

Roll-on pod oczy marki Yves Rocher to jeden z produktów, którego byłam naprawdę bardzo ciekawa jeszcze przed tym jak wpadł w moje łapki w comiesięcznej przesyłce od Yves Rocher. Miałam co do niego bardzo duże oczekiwania, bo forma roll-on’u wydawała mi się być idealną dla mojej delikatnej, wiecznie zaczerwienionej i spragnionej ukojenia skóry pod oczami. I na szczęście – nie rozczarowałam się! Forma roll’on’u jest bardzo praktyczna, a sam produkt cudownie łagodzi moje przesuszone dolne powieki. Uwielbiam używać go bezpośrednio przed nałożeniem makijażu – nic się na nim nie waży, a sprawia, że korektor obciąża okolice pod oczami zdecydowanie mniej. Cała seria Elixir Jeunesse jest bardzo ciekawa, ale ten produkt to po prostu petarda. Minusem jest niestety wysoka cena, ale w YR praktycznie cały czas czekają na nas coraz to lepsze promocje – aktualnie na całą serię Elixir Jeunesse trwa promocja 1+1, co już czyni go cenowo całkiem przystępnym.

Film:
To the bone, Netflix 2017

Lilly Collins uwielbiam i absolutnie kupuję w każdej roli. Nie ukrywam też, że była głównym powodem, dla którego tak chciałam zobaczyć ten film – sam temat zaburzeń odżywania interesował mnie znacznie bardziej, kiedy byłam nastolatką. Od tego czasu przeczytałam masę książek na ten temat, obejrzałam kilka filmów i raczej nie czułam potrzeby dalszego wnikania w temat. A potem zobaczyłam zwiastun To the bone. I naprawdę jestem bardzo zadowolona, że miałam okazję go obejrzeć. Film jest inny niż pozostałe produkcje o anoreksji czy bulimii – zdecydowanie mniej poważny i patetyczny. Parę razy zdarzyło mi się nawet uśmiechnąć podczas oglądania, choć były również i sceny przybijające, pokazujące czarne oblicze walki o szczupłą sylwetkę. Nie mniej, w dobie Internetu, w którym każda użytkowniczka Instagrama ma idealne, wyćwiczone ciało, ani grama cellulitu, a wizualnie wygląda na lżejszą niż piórko, naprawdę warto ten film obejrzeć. I pomyśleć o tym czy naprawdę warto poświęcać swoje zdrowie i za wszelką cenę próbować wcisnąć się w rozmiar XS.

Blog:
Wpis Simplicite o zachowywaniu prywatności w sieci

Prywatność w sieci to temat rzeka. Jedni strzegą jak mogą, inni pokazują dosłownie wszystko – ja, zgodnie z całą moją życiową filozofią, staram się zawsze wybierać złoty środek. Ten WPIS  – na blogu Kasi Kędzierskiej, którego absolutnie uwielbiam i jest dla mnie pod wieloma względami wzorem, to bardzo ciekawa refleksja na temat tego, gdzie leżą granice naszego obnażania się w Internecie. Warto przeczytać, bo zawiera kilka cennych myśli i spostrzeżeń – na przykład na temat niepozornego dodawania lokalizacji w instagramowych postach. Superżyciowy temat, przeczytajcie koniecznie!

Moda:
Mokasyny, Lasocki, CCC, ok. 150 zł

Słowo MOKASYNY jest okropne. Z jakiegoś powodu kojarzy mi się z kalesonami – a wiecie, kalesonki to już raczej temat dosyć śliski. A MOKASYNY napisane caps lockiem to już w ogóle wizualny hardcore – wybaczcie mi ten podły widok! Nie mniej, mimo braku sympatii do brzmienia nazwy prezentowanego wyżej obuwia, totalnie pokochałam ten model i przez cały wrzesień z dumą prezentowałam je na swoich stopach. Są bardzo uniwersalne, nieprzesadnie eleganckie i na dzień dzisiejszy uwielbiam je tak bardzo, że jest mi autentycznie przykro, że najwyższa pora już wskoczyć w jakieś botki.

Swoją drogą, muszę być zdecydowanie ostrożniejsza ze swoimi obuwniczymi poleceniami, bo nie tak dawno temu w TYM poście zachwycałam się szarymi espadrylami na koturnie marki Diverse. No i wyobraźcie sobie, że niedługo po moim pełnym pochwalnych słów poście, podeszwa w obu tych butach … pękła na pół. Dosłownie. Oczywiście zareklamowałam je i zwrócono mi gotówkę, nie mniej mam szczerą nadzieję, że nikt z Was nie zakupił ich z mojego polecenia – albo, że to mi trafił się jakiś felerny egzemplarz. Nie mniej, chuchając na zimne, koniecznie zapoznajcie się z TAJNIKAMI REKLAMACJI. 

przepis na placuszki owsiane

Jedzenie:
Owsiane placuszki z masłem orzechowym

Owsiane placuszki to u mnie absolutny śniadaniowy klasyk. Od pewnego czasu jednak odkryłam ich nowe, jesienne wcielenie – z odrobiną masła orzechowego, miodu i cynamonu. Bajka! Po tak pysznym śniadaniu deszczowe poranki stają się bardziej znośne. Są też super pomysłem jako drugie śniadanie do pracy czy szkoły, bo idealnie nadają się do zapakowania do pudełka. No i to uczucie, kiedy gryziecie placuszka, a wewnątrz wylewa się delikatna, orzechowa lawa... Nie-bo w gę-bie!

Składniki:

  • 5 łyżek płatków owsianych zmielonych na mąkę (choć jeśli zrobicie z całych, też pewnie dramatu nie będzie)
  • 1 jajko
  • 2 łyżki jogurtu naturalnego
  • 1 łyżka masła orzechowego
  • 1 łyżeczka miodu
  • szczypta cynamonu
  • szczypta proszku do pieczenia

Wszystkie składniki mieszamy i  odstawiamy na ok. 10 minut. W tym czasie robimy poranny makijaż, pijemy rozbudzającą kawę bądź też, w wersji ekstremalnej, po prostu stoimy nad naszą miseczką z masą i obserwujemy jak gęstnieje.  Następnie smażmy na suchej patelni (o ile mamy jakąś z nieprzywierającą powłoką) lub na odrobinie oleju. Smacznego!

***

W tym miesiącu to już wszystkie rzeczy, które mogę Wam polecić. Jestem w ciężkim szoku, że nie pojawiła  się tu w tym miesiącu żadna książka, ale z czasem na oddawanie się lekturze ostatnio bywa naprawdę ciężko. Nie mniej, jako, że rozpoczynają się właśnie długie, jesienne wieczory, jestem pewna, że z powodzeniem nadrobię wszystkie czytelnicze zaległości!

Dajcie koniecznie znać co Was zachwyciło w ubiegłym miesiącu.

Niechaj październik, zwiastujący rozpoczęcie kolejnego (dla mnie już ostatniego) roku akademickiego, będzie dla nas wszystkich łaskawy!

Uściski,

e.

  • Joanna Kołodziejska

    W związku z tym, że twoje włosy rosną w tempie ekstremalnym chyba skuszę się na ten szampon 😀 Szczególnie, że mój ostatni zakup z Arnici okazał się niezbyt fajny.
    To the bone oczywiście już obejrzałam, polecam również <3
    A jeśli chodzi o placuszki to zapewne niedługo zrobię, taki ze mnie łasuszek 😀
    Buziaki ;*

    • Wcale nie w takim ekstremalny, zresztą szykuje im się ostre cięcie niedługo 😀 Ale szmapon zaiste fajniutki!
      Dzięki Twojemu Netflixowi też jestem ze wszystkimi produkcjami na bieżąco! <3

  • Agata Gałaś

    Oglądanie takich pyszności przed śniadaniem powinno być zabronione, idę do sklepu po masło orzechowe hihihi