Zauroczenia – listopad i grudzień

Categories Polecane, Zauroczenia
sweter h&m premium

biolove krem do rąk

Jakże prawdziwe jest stare, polskie powiedzenie – Święta, Święta i po Świętach! Jeśli chodzi o bloga – dwa wpisy o tej tematyce wystarczą mi zupełnie. W świątecznym ferworze zapomniałam kompletnie o listopadowych zauroczeniach a jest to post który pisać uwielbiam i bardzo nie chciałabym pominąć któregoś miesiąca – stąd w jednym wpisie połączenie listopada i grudnia.  Zanim wejdę w temat postanowień noworocznych, podsumowań roku i tym podobnych wpisów, które za niedługą chwilę zapewne zaleją blogosferę, chciałabym pokazać Wam kilka rzeczy, które bardzo umilały mi dwa ostatnie miesiące. Jeśli macie ochotę poczytać trochę o super serialu, zapoznać się z bardzo pozytywną piosenką z rewelacyjnym tekstem oraz uzupełnić swoją kosmetyczkę o krem do rąk o zapachu BROWNIE (brownie, rozumiecie to?!), zapraszam Was bardzo serdecznie!

Moda
Golf, H&M

Zazwyczaj nie zaczynam zauroczeń od tej kategorii, ale tym razem mam naprawę ogromnego faworyta – w dodatku widzicie go na pierwszym zdjęciu, a więc rozpoczęcie od niego tego wpisu jest całkowicie uzasadnione. Mowa o moherowym golfie z H&M – w akcji możecie zobaczyć go na moim INSTAGRAMIE.

Zacznę może od tego, że generalnie z jakiegoś powodu z tym sezonie pokochałam golfy oraz ich właściwości grzewcze. Nakładam dobry gatunkowo golf i po sprawie – żadne mrozy mi nie straszne! Mam trzy z lumpeksów, wszystkie wełniane lub bawełniane, o klasycznym, dopasowanym kroju. Jakiś czas temu dołączył do nich ten z H&M.

Jest ogromny (mam rozmiar S i leży jak widać), świetny gatunkowo i  mimo, że jest stosunkowo cienki, naprawdę nieźle grzeje. Dodatkowo ten kolor – jest  uniwersalny i jestem pewna, że nie znudzi mi się po jednym sezonie.

H&M ostatnio zaskakuje mnie jakością rzeczy z serii premium – ten golf ma naprawdę super skład, a kupiłam go w czasie Black Friday za połowę ceny. Jeśli szukacie klasycznego swetra, który przetrwa z Wami niejeden sezon, polecam serdecznie – tym bardziej, że właśnie ruszyły wyprzedaże i jestem pewna, że zapewne niedługo uda Wam się upolować go sporo taniej.

Póki co, kosztuje 229 zł i nadal dostępny jest ONLINE.

h&m premium sweter moherowy

Muzyka
Kuba Badach, Jestem kimś

W poprzednich zauroczeniach polecałam Wam kilka świetnych, stosunkowo nowych polskich albumów. Dzisiaj do zaszczytnego grona artystów, którzy skradli moje serce, dołącza Kuba Badach z piosenką, do której tekst napisała Ola Kwaśniewska. Ktoś tu chyba skrywał niezły talent – tekst jest zabawny, inteligentny i zapada w pamięć.

Jestem kimś rozbudzało mnie w niejeden pochmurny, deszczowy poranek podczas drogi do pracy. Świetna dawka energii i rewelacyjny klip. Jeśli macie ochotę na trochę pozytywnych wibracji i akurat nie macie ochoty na muzykę śmiertelnie poważną, koniecznie przesłuchajcie!

PS. Tak, mi też kojarzy się z Jacksonem.

Serial
Billions

W TYM wpisie, który swoja drogą zapoczątkował całą serię zauroczeń, zapewniałam Was, że daleko mi do serialomaniaczki spędzającej każdą wolną chwilę odkrywając zakamarki Netflixa. Powtarzać się nie ma sensu – bezsprzecznym pozostaje, że abym zdecydowała się poświęcić swój czas na jakiś serial, musi to być naprawdę dobra produkcja.

No i mamy Billbions’ów. Ten serial zdecydowanie podpada pod moją definicję dobrej produkcji.

O co chodzi? A no, mamy biznesmena i prokuratora. Chłopaki się mocno nie lubią – biznesmen robi przekręty na giełdzie, a prokurator notorycznie nadużywa swojej władzy. Żaden z nich nie jest jednoznacznie dobry i żaden z nich nie jest jednoznacznie zły. Pragną nawzajem wsadzić się za kratki, a w tle mamy ich żony (fenomenalne role kobiece!) i perypetie ich współpracowników. Wszystko to w mrocznej i nieco tajemniczej atmosferze. Nie wiadomo za kogo trzymać kciuki – wszyscy mają tam coś za uszami.

Ze względu na tematykę, serial kojarzy mi się trochę ze Suits – choć jest zdecydowanie mocniejszy, a bohaterowie nie są tak jednoznaczni.

Jeśli szukacie jakiegoś serialu – w końcu zimowa sesja coraz bliżej, wypada zacząć coś oglądać – Billions to produkcja, na której naprawdę warto skupić swoją uwagę. Wartka akcja, dobre aktorstwo i nieoczywista tematyka – mnie nie potrzeba niczego więcej, aby uprzyjemnić sobie długi, grudniowy wieczór!

świeca home aroma sparkling champagne

Umilacz jesiennych wieczorów
Świeczka o zapachu szampana, Home Aroma

Swego czasu byłam prawdziwą maniaczką świec. Paliłam je namiętnie i denerwowałam się, że chociaż producent zapewnia intensywny zapach, ja aby go poczuć muszę prawie włożyć nos do słoiczka. Później na jakiś czas obraziłam się na świeczki i paliłam tylko podgrzewacze z Ikei. A ostatnio, całkiem przypadkiem, wpadło mi w ręce to maleństwo marki Home Aroma… o zapachu SZAMPANA. Świeczka pachnąca jak prosecco – brzmi ekstra, pomyślałam i optymistycznie zapakowałam ją do koszyka.

Świeczka nie pachnie co prawda  tak mocno jak osławione Yankee Candle,  ale zapach jest wyczuwalny – i aby go poczuć wcale nie trzema przysmolić sobie końcówki nosa. Jest wydajna i ładnie wygląda… i to w zasadzie tyle, bo o ile z pisaniem o kosmetykach czy ubraniach jeszcze jakoś mi idzie, o tyle czuję, że w wymyślaniu malowniczych opisów świec mogę nie być najlepsza.

Świeczka jest tania, wygląda ładnie i pachnie. Czy czegoś więcej potrzeba do ukontentowania świecomaniaka?

Świeczki tej marki dostępne są m.in w Rossmannie i mój niewielki słoiczek kosztował z pewnością mniej niż 10 zł.

kaktus bożonarodzeniowy z biedronki

Dekoracje
Kaktus bożonarodzeniowy z Biedronki

Ok, ok, wiem – okres bożonarodzeniowy za nami, a jego zwieńczeniem na moim blogu był TEN post (za którego ciepłe przyjęcie jestem Wam niesamowicie wdzięczna!). Nie mniej, sami przyznacie, że ten kwiat prócz nazwy niewiele wspólnego ma ze świątecznym klimatem i mam nadzieję, że zostanie ze mną jak najdłużej.

Jeśli jeszcze dorwiecie go w jakieś Biedronce, nie zastanawiajcie się zbyt długo. Kwitnie, upiększa wnętrze, jest w pięknej doniczce i kosztował bodajże ok. 15 zł. Śliczna sprawa!

pomadka loreal 103 blush in a rush swatch

Kosmetyki
Pomadka L’oreal Color Richie Matte  –  Blush in a Rush (103)

Jeszcze niedawno chwaliłam się tym jaka to ze mnie kosmetyczna minimalistka i że po wszystkich szaleństwach, których się dopuszczałam w kwestii produktów do ust, aktualnie mam ich pięć. Cóż, przyznaję się, zgrzeszyłam – już sześć. Ale spójrzcie tylko na ten kolor – to najuniwersalniejszy odcień różu jaki kiedykolwiek widziałam!

Pomadka jest matowa, ale z pełną świadomością zapewnić Was mogę, że nie wysusza. Nie jest to mat, który zapewniają nam pomadki w płynie, ale nie jest to też satyna. Ot, coś pomiędzy – konsystencja jest bardzo komfortowa w noszeniu.

Jeśli szukacie idealnego koloru na co dzień i nie chcecie, aby był to typowy nudziak, a coś z odrobinę większym pazurem – serdecznie polecam Wam ten kolor. Jeśli natomiast wolicie coś spokojniejszego, bardzo fajnego nudziaka polecałam TUTAJ.

Na ustach pomadka wygląda mniej więcej TAK, choć tutaj filtr odrobię przekłamał kolor i w rzeczywistości jest odrobinę on bardziej koralowy. Śliczny!

Pomadka w regularnej cenie kosztuje ok. 60 zł, ale biorąc pod uwagę jak drogerie rozpieszczają nas promocjami na kolorówkę, szaleństwem byłoby kupowanie jej w pełnej cenie.

biolove krem do rąk brownie

Krem do rąk Biolove, Kontigo

Kiedy coś pachnie jak brownie, nie może być złe.  Ten krem do prawdziwa uczta dla mojego nosa – zapach jest obłędny i za każdym razem mam ochotę go zjeść! Co nie byłoby mądre. Toteż się powstrzymuję.

Krem świetnie nawilża dłonie, zapach utrzymuje się długo, a co dla mnie najważniejsze – ma praktycznie opakowanie i szybko się wchłania.

Markę Biolove generalnie bardzo lubię. Mają obłędne zapachy i świetne składy. Inny produkt Biolove polecałam Wam w lipcowych zauroczeniach.

Krem dostaniecie na stronie Kontigo i w drogeriach stacjonarnych.

maska do włosów babcia gertruda
Maska do włosów Blask i siła, Oma Gertrude

Jeśli pierwszy raz słyszycie o marce Oma Gertrude – absolutnie Wam się nie dziwię. Sama również odkryłam ją stosunkowo niedawno – w tak niszowe, naturalne kosmetyki świetnie zaopatrzona jest drogeria Arnika. Po raz kolejny polecam to miejsce wszystkim kosmetykomaniaczkom – jeśli jesteście z Torunia lub okolic, koniecznie je odwiedźcie! Zaopatrzenie tej drogerii jest naprawdę niesamowite. Zanim zaczniecie podejrzewać mnie o jakieś machlojki i nachalną promocję, od razu uprzedzę, że nie dostaję niczego za te regularne polecajki – chciałabym po prostu uświadomić Toruniankom, że Rossmann i Hebe nie są jedynymi drogeriami w mieście. Arnika ma również sklep online, nie jest niestety tak dobrze zaopatrzony jak drogeria stacjonarna.

Wracając do maski – jakiś czas temu wspominałam Wam o tym, że polubiłam się z aloesowym kallosem. Nadal bardzo go lubię i z przyjemnością używam na przemian z tą właśnie maską.

Pięknie nawilża włosy, wspomaga walkę z puszeniem, ma praktyczne opakowanie i przyjemnie pachnie. Mam wrażenie, że daje taki natychmiastowy efekt nawilżenia – włosy od razu wyglądają na zdrowsze i pięknie błyszczą.

Nie znam się niestety na składach, toteż nie przedstawię Wam drobiazgowej analizy, ale zapewnić Was mogę, że jeśli macie włosy wysokoporowate, warto dać tej masce szansę. Kosztuje śmiesznie mało – ok 12 zł – i dostaniecie ją w toruńskiej Arnice lub drogeriach internetowych.

PS. Na Instagramie, regularnie dostaję pytania o to gdzie i czym farbuję włosy, a zjawisko nasiliło się po publikacji TEGO zdjęcia. Otóż,  już nie farbuję i Bogu dzięki po wszystkich moich eksperymentach udało mi się wrócić do naturalnego koloru, który to jest jak widać… niejednolity. Cieszę się, że się Wam podoba, niemniej żadnej farby ani fryzjera znającego się na rzeczy niestety nie będę w stanie polecić.

***

I to by było na tyle. Jak na dwa miesiące wytężonej pracy, podczas której niestety trochę zaniedbałam blogowanie – chyba nie jest najgorzej. Tym bardziej cieszę się, że wciąż pytacie mnie o radę, a nawet zdarza się Wam kupić coś z mojego polecenia. Fajnie!

Szykuję post noworoczny podsumowujący rok 2017 – i pod kątem blogowania i pod każdym innym. Ukaże się pewnie tuż po przekroczeniu magicznej granicy roku 2018.  Tymczasem, biorąc pod uwagę to, że w starym roku na blogu już pewnie się nie usłyszymy (chociaż będzie mi bardzo miło, jeśli będziesz ze mną na bieżąco na Instagramie!), chciałabym życzyć Wam udanego roku 2018.

Realizujcie swoje marzenia, bądźcie odważni, wspaniałomyślni i dobrzy. Niech 2018 r. będzie rokiem Waszego życia!

Wszystkiego co najlepsze moim Czytelnikom,

e.

  • Magdalena Roszak

    kusi mnie ten krem do rąk! Zapach do mnie przemawia 🙂